PODRÓŻE,  POLSKA

Rowerem na Jasną Górę – tym razem jesienią.

Cześć. Już po raz trzeci pojechałem rowerem na Jasną Górę – tym razem jesienią. Zapraszam Cię na krótką relację. A może kiedyś i Ty spróbujesz? Z Kutna to 184 kilometry, ale może w Twojej miejscowości jest jeszcze bliżej? Zapraszam do lektury – będzie troszkę nostalgicznie, jak przystało na jesień, ale i muzycznie. 🙂

Rowerem na Jasną Górę – tym razem jesienią.

Mimozami jesień się zaczyna

Pamiętasz piosenkę Czesława Niemena?

Mimozami jesień się zaczyna (…) Nieśmiertelnik, żółty październik.

Właściwie podczas jazdy, kiedy widziałem kwitnące mimozy, co chwila przypominała mi się ta piosenka, Te mimozy, o których śpiewał Czesław Niemen, to nic innego jak nawłoć, która już od końca sierpnia kwitnie na żółto i jest chętnie odwiedzana przez motyle. To roślina bardzo ekspansywna, zasiedlająca nieużytki i odłogi. A dlaczego wyjazd akurat w październiku? No cóż, to miesiąc maryjny, w którym Matka Boża szczególnie zachęca na do odmawiania różańca, podobnie jak podczas objawień w Gietrzwałdzie.

Poza tym była to przemyślana decyzja, podjęta z moim serdecznym Kolegą Markiem z Głowna już podczas naszej tegorocznej majowej pielgrzymki. Jak zwykle chętnych było na początku więcej, niektórzy już nawet trenowali, ale ostatecznie zostaliśmy tylko my dwaj. Jechaliśmy w dniach 1-2 października 2021 roku (piątek-sobota). Dni były słoneczne, ale drugiego dnia mocno wiało w twarz i trzeba przyznać, że jechało się bardzo ciężko. Jesień rządzi się już niestety swoimi prawami. Ale z drugiej strony, kiedy jechałem na Jasną Górę pierwszy raz w sierpniu 2020 roku było wtedy niemiłosiernie gorąco, w maju tego roku było znów zimno i też wiał wiatr. Można więc wysnuć tezę, że zawsze jest wystarczająco dobra pogoda, żeby jechać i wystarczająco zła, żeby znaleźć wymówkę. 🙂

Grób Krzysztofa Krawczyka

Grób Krzysztofa Krawczyka

Z Markiem spotkałem się w Aleksandrowie Łódzkim, dokąd jechałem sam. Wyznaczałem w tym roku nową trasę, w związku z remontami torów kolejowych na linii Kutno – Łódź. Kiedy jechałem w maju natrafiłem na plac budowy i tylko uprzejmość pracujących na miejscu Ukraińców, którzy mnie przepuścili na drugą stronę sprawiła, że uniknąłem kilku kilometrów objazdu. Tym razem postanowiłem wytyczyć nową trasę i szperając w mapach Google znalazłem nowy punkt – grób Krzysztofa Krawczyka na cmentarzu w Grotnikach pod Łodzią. Na miejscu okazało się, że zwiędło morze kwiatów i wypaliło się morze zniczy, które można zobaczyć na fotografiach z pogrzebu. Nie mnie oceniać jaki to był człowiek, ale wychowałem się na Jego piosenkach i nie znam drugiego artysty, który wylansował tak dużą ilość przebojów. Dziś wsparcie modlitwą i zapalona lampka jest wyrazem mojej wdzięczności dla Niego. Każdy, kto odszedł zasługuje na naszą pamięć i modlitwę.

Świat pędzi do przodu, promując coraz to nowych celebrytów i powoli zapomina się o tych którzy odeszli. No cóż, jak śpiewał Pan Krzysztof:

Twój rysunek na szle, tylko na nim już dziś nie ma mnie.

Smutne to, ale prawdziwe. Dziś skromny grób pod lasem, z kilkoma kwiatami, laurkami i wyblakłymi koszulkami przypomina o ponadczasowym artyście, którego piosenki nuci kilka pokoleń ludzi w naszym kraju.

Na jednej z koszulek poruszające motto Pana Krzysztofa:

Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa, żeby pójść inną drogą i raz jeszcze spróbować.

Piękne! Warto chwilę zastanowić się nad tym zdaniem! To co, wsiadasz na rower i jedziesz do Częstochowy? 🙂

Nocleg w Łasku

Jechaliśmy dwa dni z noclegiem w Łasku. Nie mamy profesjonalnych rowerów i wystarczająco siły w nogach, żeby trasę na Jasną Górę pokonać w jeden dzień.

Kościół garnizonowy w Łasku

Będąc w Łasku warto odwiedzić drewniany kościół garnizonowy. Poszliśmy tam wieczorem na mszę. W kościele jest piękny wystrój i charakterystyczny zapach żywicy. W centrum Łasku znajduje się też 700 – letnia kolegiata, niestety zrobiło się ciemno, a my byliśmy mocno zmęczeni i nie daliśmy rady już tam zajrzeć.

Kościół w Szczercowie

Postój w Szczercowie

Już po raz trzeci zatrzymaliśmy się w Szczercowie na kawę. Jak przystało na pielgrzymów wozimy ze sobą herbatę, kawę i metalowy kubeczek. Mamy tu też zaprzyjaźnioną osobę, od której zawsze dostajemy wrzątek. Tu dodatkowo podzielę się świadectwem. Pewna pani z tej miejscowości poprosiła nas w maju o modlitwę za ciężko chorego męża. Zawieźliśmy oczywiście jej intencje. Tym razem spotkaliśmy ją znowu. Mówiła, że codziennie się za nas modliła, choć nie pamiętała naszych imion. Ale dziękowała nam, że wkrótce po naszej majowej wizycie w Szczercowie jej mąż wyzdrowiał. Po powrocie z pielgrzymki majowej otrzymałem też informację o ustąpieniu choroby nowotworowej u drugiej osoby za którą w się modliliśmy. To naprawdę działa, jeśli modlisz się z wiarą. 🙂 Warto było zrobić coś dla kogoś. Znowu przypomniały mi się tu słowa piosenki, tym razem Stanisława Soyki:

Lecz, aby żyć siebie samego trzeba dać!

Kapliczka na Górce Przeprośnej

Górka Przeprośna

Dokładnie 13 kilometrów przed Częstochową, w miejscowości Kokawa znajduje się Górka Przeprośna. To pierwsze miejsce z którego widać Jasną Górę. Jest tu też kapliczka z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. A skąd nazwa górki? Oczywiście od przeprosin. Niektóre grupy pielgrzymkowe zatrzymują się tu, uczestnicy klękają i są częstowani cukierkami. Można też często kupić bukieciki kwiatów, sprzedawane przez najstarsze mieszkanki okolicznych wiosek. Następnie każdy każdego przeprasza.

Może to się wydawać na pierwszy rzut oka dosyć komiczne, ale zdarza się, że ludzie naprawdę podczas pielgrzymki gniewają się na siebie. Sam mam takie doświadczenia i to mimo tego, że w trakcie pielgrzymki praktycznie cały czas można korzystać ze spowiedzi „w drodze”. Kiedy idę już 9 dni w sierpniowym upale i mam w nogach ponad 300 kilometrów niektórzy ludzie po prostu mnie wkurzają, a ja pewnie wkurzam ich. To odczucie czysto ludzkie i nie walczę z nim na siłę, ale właśnie na Górce Przeprośnej jest to miejsce, aby się pojednać i z sercem wypełnionym czystymi intencjami podążać do Matki Bożej.

Tym razem również przeprosiliśmy się z Markiem, choć nie mieliśmy za co. Zjedliśmy po cukierku i pojechaliśmy dalej.

Rowerem na Jasną Górę – tym razem jesienią.

U Mamy

Po godzinie 15.00 dotarliśmy na do Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Tym razem było bardzo dużo ludzi, gdyż w każdą pierwszą sobotę odbywa się zawierzenie rodzin. W kaplicy Matki Bożej były tłumy, mimo zbliżającej się czwartej fali pandemii koronawirusa ale cóż – jesteśmy zaszczepieni, mamy maseczki i w końcu nie można dać się zwariować. Intencje zawiezione. 🙂 Po raz kolejny dziękujemy wszystkim za modlitwę – dało się odczuć to wparcie, szczególnie podczas podjazdów pod górę i pod wiatr. 🙂 A dalsze plany? Powtórka znów w maju 2022 roku, to już właściwie z Markiem ustalone i przesądzone. 🙂 A inne wyjazdy – zobaczymy. Życie zweryfikuje. Ono pisze najlepsze scenariusze.

Tak więc nie lękaj się! Jeśli chcesz – jedź! Niekoniecznie do Częstochowy. Może bliżej Twojego domu jest jakieś inne sanktuarium. Jeśli stan Twojego zdrowia na to pozwala warto pojechać i zawieźć intencje z wiarą. A potem z radością dostrzegać owoce naszego pielgrzymkowego trudu. 🙂 Warto! A może już pielgrzymujesz na rowerze? Podziel się ze mną proszę w komentarzach.

2 komentarze

  • Marek W

    Witam! Poznałem się z Pawłem kilka lat temu na pieszej pielgrzymce z Głowna na Jasna Górę. jestem już po trzech operacjach usuwania żylaków. Coraz gożej pielgrzymije mi się na pieszo. Pamiętam jak po pierwszej operacji wyruszyłem na pieszą pielgrzymkę i musiałem wsiąść do samochodu i popłakałem się ale nie z bólu lecz z tego że nie moge iść. Z każdym rokiem jest coraz gożej. Gdy spotkałem Pawła rok temu w Aleksandrowie Łódzki i powiedział mi że jedzie rowerem do Częstochowy mi też zakiełkowała myśl, może i ja tak mogę. Po rozmowach telefonicznych z Pawłem umówiliśmy się na maj. Rozmawiałem z kilkoma osobami i przeważały opinie że po co i że niedam rady. Sam zaczołem trochę wątpić. Przypomniałem sobie wtedy rozmowe z koleżanką pielgrzymkową podczas której mówiłem że coraz gożej mi się chodzi na pielgrzymki. Powiedziała mi że ona powieża każdą pielgrzymke Panu Bogu i ja tak zrobiłe przed wyjazdem w maju. Udało się dojechać i dziękowałem za to Bogu i naszej Matce Maryji. Teraz po drugim razie wiem na pewno że warto sprubować takiej formy pielgrzymki.

    • Paweł

      Dziękuję Ci Marku za przyjęcie mojego zaproszenia do wspólnego pielgrzymowania na rowerze. Lubię z Tobą jeździć, szczególnie jak jedziesz pierwszy, bo nadajesz niezłe tempo. 🙂 Myślę, że to nie był nasz ostatni raz, kiedy zawieźliśmy nie tylko nasze intencje. Mamy już sygnał wysłuchania naszych modlitw w postaci uzdrowienia. Chyba też innym dajemy jasny i czytelny sygnał, że warto – może w przyszłości ktoś do nas dołączy. 🙂 Cieszę się, że Cię poznałem i że Bóg skrzyżował kiedyś ścieżki naszego życia. Do zobaczenia, pozdrawiam Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *