BIEGANIE

Półmaraton Warszawski wirtualnie – wszyscy jesteśmy zwycięzcami!

W związku z pandemią koronawirusa Fundacja Maraton Warszawski, jako organizator 42. Maratonu Warszawskiego dołączyła towarzyszące biegi wirtualne. Bieg główny maratonu, na dystansie 42 km 195 m odbywał się stacjonarnie w Warszawie w czterech turach po 250 zawodników, natomiast wirtualnie były do wyboru cztery długości trasy: maraton, półmaraton, 10 i 5 kilometrów. Zapisałem się na półmaraton i udało się. 🙂 Przebiegłem pierwszy w życiu wirtualny bieg! Trzy tygodnie temu zastanawiałem się jak to będzie bez kibiców, punktów odżywiania, startu i mety? Rzeczywiście było inaczej.

Pakiet startowy otrzymujesz pocztą.

Pakiet startowy, w którym był medal i numer dostałem pocztą kilka dni przed startem. Troszkę mnie korciło, żeby medal obejrzeć, ale postanowiłem rozpakować go dopiero po zakończeniu biegu.

Fundacja Maraton Warszawski przygotowała specjalną aplikację z GPS.

Na start!

Aplikację na smartfona udostępniał organizator biegu, czyli Fundacja Maraton Warszawski. Należało ze Sklepu Play na Androida wybrać aplikację „Maraton Warszawski” i zainstalować ją. Następnie po wybraniu dystansu kliknąć „start” i biec. GPS „wgrywał” przebiegniętą trasę, a po osiągnięciu wymaganego dystansu, czas sam się zatrzymywał. Fajna sprawa. Następnie wystarczyło wpisać numer startowy oraz adres mailowy i wysłać wynik. Mój wynik 2:35:13 – jak na te warunki, mój wiek i poziom wytrenowania – całkiem niezły. Wybrany dystans należało przebiec w dniu 26., lub 27. września 2020 roku. Pasował mi sobotni poranek w związku z wcześniejszymi planami na resztę soboty i niedzielę. 🙂 Wystartowałem kilka minut po 6.00 rano. Była jeszcze szarówka, zaczął padać rzęsisty deszcz i padał przez większość mojego biegu. Dość powiedzieć, że po kilkunastu minutach byłem przemoknięty do suchej nitki, ale nie poddałem się. 🙂 Aplikacja raz uruchomiona nie miała opcji zatrzymania, ani ponownego startu, więc bieg trzeba było kontynuować.

„Własny pakiet startowy”

Pisałem na początku, że było inaczej – z jednej strony na pewno trudniej. Największy brak, to brak kibiców! Ich motywujących okrzyków, przybijania piątek, bębnów, czy muzyki. Słychać było tylko szum deszczu. Brak punktów odżywiania – półlitrową buteleczkę izotoniku miałem ze sobą, do tego dwa cukrowe żelki i kilka kostek dekstrozy. Jednak podczas biegu pół-maratońskiego tracę około 2 litrów wody, więc pod koniec dystansu chciało mi się mocno pić.

Biegłem „na tłuszczach”.

Poza tym biegłem na czczo „na tłuszczach”, choć to utrudnienie było na moje życzenie. Po niedawnej lekturze artykułu w „Runners World” uczę się biegać w ten sposób i zmuszać organizm do uruchamiania zasobów energii zgromadzonych w tłuszczach tkankowych. Fajnie się biegnie na „słodziutkich” węglowodanach – mózg ma komfort myślowy i nie przejmuje się zbytnio tym co się wydarzy. Biegnąc „na tłuszczach” mózg odbiera informacje, że powoli brakuje paliwa, zaczyna panikować i kombinować, jak „przekonać” niepokornego biegacza do powrotu do domu. Nie dałem się nabrać na jego podszepty i obiecałem mu, że jeśli dobiegnie do końca drugiej pętli (czyli około 11,5 kilometra) dostanie cukrowy żel. Mój mózg dał się przekonać, a gdy po około 40 minutach biegu „załączyło się” spalanie tłuszczów, organizm dostał potrzebną dawkę energii. Obietnicy dotrzymałem i przez ostatnie 10 kilometrów biegu wspomagałem się cukrami.

Kolejny dyskomfort zafundowały mi lekkie skurcze łydek, które łapały mnie od około 19-go kilometra. Udało się jednak dobiec do końca, ale na końcowy sprint nie było już niestety szans. To pokłosie niewystarczającego wytrenowania w tym sezonie.

Zwycięstwo!

Plusy biegania wirtualnego.

A teraz plusy! Bo oczywiście i takie są w bieganiu wirtualnym. Przede wszystkim znana trasa, którą biegam na co dzień i którą na zawody wybieram sobie sam. Biegi wirtualne odbywają się najczęściej w najbliższej okolicy, więc oszczędzam pieniądze na dojazdach, czy ewentualnych noclegach.

Poza tym jestem cząstką wielkiej społeczności biegaczy, która uczestniczy w wydarzeniu na całym świecie. Nie poddajemy się pandemii i biegniemy! 🙂

Medal i list gratulacyjny.

Kolejny plus – krótko po ukończeniu biegu jesteśmy w domu, a medal na mecie zakładają nam nasi najbliżsi, w moim przypadku była to moja Córka. Dzięki wirtualnemu bieganiu pęka w nas kolejna bariera, że nie można bo…, że się nie da bo… , że skoro nie ma zawodów… itd. Znacie to? Jeśli chcesz biegać – biegaj! Mimo, że zawody są odwołane! Zmaganie się z samym sobą i przekonanie samego siebie, że warto to kwintesencja biegu długodystansowego. Możesz zacząć od krótszych dystansów i jeśli się postarasz, to pierwszy (lub kolejny) medal zawiśnie na Twojej szyi jeszcze w tym sezonie. 🙂 Dla mnie będą to jeszcze Mistrzostwa Świata w Półmaratonie w Gdyni w dniu 17 października 2020 roku – również wirtualnie!

Życzę Ci sukcesów biegowych! Pozdrawiam. Paweł.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *