MAROKO,  PODRÓŻE

Casablanca – biała metropolia i wielki meczet.

Cześć. 🙂 Przed nami Casablanca – największe miasto i port Maroka. Nazwa wzięła się z języka hiszpańskiego casa = dom i blanca = biały. Takie białe domy zastali zapewne hiszpańscy żeglarze, którzy tu dotarli. Zdjęcie tytułowe przedstawia miasto widziane z samolotu – rzeczywiście jest białe. Widać też wyraźnie meczet Hassana II – główną atrakcję turystyczną, z której słynie Casablanca. Napiszę o nim dalej.

W tym mieście runął nasz kolejny stereotyp – że w Afryce jest biednie. Otóż miejscami jest BARDZO biednie, a miejscami BARDZO bogato. Widać to szczególnie w Casablance. Dojeżdżając do miasta z przerażeniem oglądaliśmy zamieszkane przez ludzi slumsy. Są to jakieś budy z blachy, garaże, murowane komórki, a wokół pełno śmieci.

Casablanca. Slumsy na przedmieściach.

Z drugiej strony kilkupasmowa droga wjazdowa, zakorkowana drogimi samochodami. Licząca dziś 3,5 miliona mieszkańców Casablanca jest uważana za najbogatsze miasto całej Afryki – w przeliczeniu na ilość mieszkańców żyje tu najwięcej dolarowych milionerów.

Casablanca. Wjazd do miasta.

Plaża w Casablance.

Zaraz po przyjeździe do miasta zostaliśmy zakwaterowani w hotelu przy samej plaży. Zdążyliśmy jeszcze na urokliwy zachód słońca nad oceanem i postanowiliśmy udać się na wieczorny spacer po plaży.

Casablanca. Zachód słońca nad oceanem.

Niestety plaża bardzo nas rozczarowała. Jest brudna i śmierdząca. Ale cóż, jaka ma być, skoro ścieki są tu odprowadzane prosto do oceanu.

Casablanca. Plaża publiczna.

Miejsce to nie zachęca dziś do spacerów, ani kąpieli. Ponadto do późnych godzin wieczornych grupy chłopaków grają na plaży w piłkę. Nie powiemy, że jest tu niebezpiecznie, ale nieprzyjemnie. Nie wzbudziliśmy w tych chłopcach może wrogości, ale na pewno wielkie zdziwienie, co tu robimy? Na brzegu plaży, od strony ulicy porozstawiane były namioty, krzesła, stoliki itp. Jak się rano okazało wielu z nich koczowało tam całą noc, a o świcie znów grało w piłkę.

Casablanca. Plaża publiczna.

W wielu krajach arabskich, w tym również w Maroku budynki są często nieukończone, ze względu na niższe podatki. Co za tym idzie, w większości obiektów można wejść na dach. To poranne zdjęcie plaży zrobione było właśnie z dachu. Podaję tę informację jako ciekawostkę, ale wybór pozostawiam Tobie. Na dachu należy zachować szczególną ostrożność – nie wchodzić tam nocą, ponieważ najczęściej jest tam graciarnia i rozgardiasz, jak na nieukończonej budowie. Zdarzyć się mogą też wystające przewody elektryczne. Nie ma zakazu wstępu na dachy, ale biuro podróży nie bierze odpowiedzialności za takie wypadki. Ja jednak zawsze ryzykuję, aby zrobić lepsze zdjęcia. 🙂

Ale opuszczamy hotel i ruszamy zwiedzać Casablancę.

W żadnym z marokańskich miast nie ma komunikacji miejskiej. Ruch odbywa się taksówkami, które w każdym mieście mają inny kolor. Są ich dziesiątki i zatrzymują się na wyciągnięcie dłoni. Jeśli jedzie już ktoś z przodu, a tył jest wolny, to taksówkarz zabiera kolejnych pasażerów, jeżeli wszyscy jadą w tym samym kierunku. Są też taksówki międzymiastowe. Casablanca posiada jednak jedyną w całym Maroku linię tramwajową, choć jak twierdzą mieszkańcy, bardzo skomplikowała ona ruch w mieście.

Casablanca. Jedyna linia tramwajowa w Maroku.

Meczet Hassana II.

Docieramy do monstrualnych rozmiarów Meczetu Hassana II, wybudowanego w latach 1986-93 na specjalnie usypanym na brzegu oceanu 9 hektarowym cyplu, jako spełnienie woli poprzedniego króla. Tak jak pisałem, że miasto Meknes jest taką marokańską Częstochową, tutaj na myśl od razu przyszedł mi Licheń.

Casablanca. Meczet Hassana II.

Minaret o wysokości 210 metrów był najwyższy w ówczesnym świecie. Dziś ustępuje tylko minaretowi wielkiego meczetu w Algierii, który ma 265 metrów. Dla porównania Pałac Kultury i Nauki w Warszawie ma 237 metrów wysokości. Na dziedzińcu meczetu może jednocześnie modlić się 80 tysięcy wiernych, a dodatkowo 25 tysięcy wewnątrz budynku. Meczet jest dwupoziomowy – na dole znajdują się łaźnie, gdzie muzułmanie obmywają się przed modlitwą.

Casablanca. Meczet Hassana II. Łaźnie do obmyć rytualnych.

Główna nawa poraża wielkością i bogactwem, zarówno jeśli chodzi o jakość wykorzystanych materiałów budowlanych, jak i kunszt budowniczych.

Casablanca. Meczet Hassana II. Nawa główna.

Ogromny dach meczetu jest rozsuwany, aby wyznawcy koranu mogli podziwiać boski nieboskłon, ale pewnie też ze względów praktycznych, dla zapewnienia lepszej cyrkulacji powietrza. Dach jest otwierany bardzo rzadko, ale my byliśmy tego dnia bardzo grzeczni i mieliśmy szczęście – otworzył się jak na zamówienie. 🙂

Casablanca. Meczet Hassana II. Otwierany dach.

Tu ciekawostka. W meczecie mogą modlić się także kobiety. Co prawda nie razem z mężczyznami, ale w dwóch bocznych nawach są dla nich specjalne podesty, gdzie wpuszczane jest łącznie 5 tysięcy kobiet.

Casablanca. Meczet Hassana II. Nawa boczna.

Niech żyje Król!

Te boczne nawy w meczecie to wielki ukłon w kierunku godności kobiety. W krajach muzułmańskich kobieta była i nadal jest traktowana dość przedmiotowo. Zasady postępowania reguluje prawo szariatu. Jednak w Maroku zadziałał ich obecnie panujący i ubóstwiany król. W 2003 roku, rok po ślubie z Lallą Salmą, Muhammad VI zliberalizował prawo szariatu i nadał kobietom liczne przywileje. W końcu ożenił się z piękną blondynką i aż żal byłoby zasłaniać jej twarz. 🙂 Pamiętacie jak pisałem o ich wizycie w Arabii Saudyjskiej i stanowczy protest króla, kiedy tamtejszy protokół dyplomatyczny poprosił królową o zasłonięcie twarzy?

Król zmienił wiele przepisów mających na celu przywrócenie godności kobiety – czym naraził się ortodoksyjnym wyznawcom islamu. Ale trudno – jest królem i kocha swój lud, a lud odwdzięcza się tym samym. Zmieniono m.in. zasady zaręczyn, zamążpójścia i rozwodów. Król co prawda zachował panujące w Maroku wielożeństwo, ale dziś pan mąż może mieć maksymalnie cztery żony i to tylko pod warunkiem, że ta pierwsza wyrazi zgodę na trzy pozostałe. Może król jako mały chłopiec pamiętał dwie żony i kochankę swojego ojca i miał niemiłe wspomnienia z dzieciństwa? Nie wiadomo. W każdym razie, po kilkunastu latach obowiązywania tego prawa, widać dziś te zmiany na marokańskiej ulicy, szczególnie wśród młodzieży. Dlatego wizerunki króla i flagi państwowe z dumą wiszą w różnych miejscach. Tu na przykład król zachęca do boju reprezentację piłkarzy.

Casablanca. Tablice na cześć Króla.

Casablanca okazała się miastem kontrastów. Opuszczamy ją i udajemy się w kierunku Agadiru. Po drodze będą jeszcze dwa urocze nadoceaniczne miasta. Już dziś Cię zapraszam. 🙂 Pozdrawiam Paweł.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *