MAROKO,  PODRÓŻE

Al-Dżadida – portugalska twierdza i cysterna na wodę.

Dziś zapraszam Cię nad Ocean Atlantycki do marokańskich miast – Al-Dżadida i As-Suwajra (czytaj El-Żdida i Essaouira). Obydwa zostały założone przez Portugalczyków na początku XVI wieku, kiedy trzeba było umacniać przyczółki zdobyte przez żeglarzy, którzy zapuszczali się coraz dalej w odkrywaniu nowego świata. W obydwu z nich wybudowano fortece, które otoczono potężnymi murami obronnymi.

Al-Dżadida. Mury obronne.

Nazywam się Mazagan

Miasto Al-Dżadida zostało nazwane przez Portugalczyków Mazagan i pod taką nazwą funkcjonowało w ówczesnym świecie do II połowy XVIII wieku. W 1769 roku zajął je marokański sułtan, a Portugalczyków przesiedlono do Brazylii. W obrębie murów wybudowano miasto, które swoim charakterem bardziej przypominają zabudowę z południa Europy, niż z krajów arabskich.

Al-Dżadida. Portugalska zabudowa.

Miasto w swojej historii było wielokulturowe o czym mogą świadczyć katolicki kościół, w którym obecnie znajduje się szkoła, jak i synagoga.

Al-Dżadida. Dawny kościół katolicki, a obecnie szkoła.
Al-Dżadida. Mury obronne i synagoga.

Oczywiście w miarę upływu lat miasto upodabniało się do arabskiego stylu zabudowy, który dziś tworzy charakterystyczną medynę. Warto przejść się po okalających miasto murach, aby przekonać się, że nadmorskie fortece musiały rzeczywiście budzić respekt w ówczesnym świecie.

Al-Dżadida. Mury obronne.

Portugalska cysterna na wodę

Oprócz murów obronnych, dużą atrakcją turystyczną miasta jest wybudowana przez Portugalczyków cysterna na słodką wodę. Znajduje się w budynku, do którego wchodzi się z ulicy. Ma utwardzone posadzki i sklepiony sufit z otworem, przez który miała być wlewana woda. Celem jej powstania było zaopatrywanie miasta i portu w wodę pitną, ale nigdy po wybudowaniu nie została nią napełniona.

Al-Dżadida. Porugalska cysterna na wodę.

Świeża ryba

W mieście znajdują się liczne tawerny ze świeżymi rybami, dlatego bez wahania skusiliśmy się na posiłek.

Al-Dżadida. Tawerny oferujące świeże ryby.

Choć nie jestem wielkim smakoszem ryb, te prosto z oceanu bardzo nam smakowały. Zamówiliśmy miks ryb oraz sałatkę z pomidorów. Do tego obowiązkowo lokalna bułka i herbata, oraz ostre sosy.

Al-Dżadida. Zestaw ryb z sałatką i herbatą. Cena 41 złotych. Pycha!

Ryby smakują tam lepiej, ponieważ nie przeszły przez magazyny z fenolem, hurtownie, sklepy i całą tę otoczkę wydłużającą ich przydatność do spożycia. Tutaj ryba z oceanu wędruje prosto na patelnię, lub na grilla. Wtedy ma to smak. Podobnie jest z pomidorami, które będąc gatunkiem ciepłolubnym smakują lepiej, ponieważ są wygrzane w słońcu. Za porcję zapłaciliśmy 100 dirhamów, czyli 41 złotych, ale było warto! Będąc tam spróbuj koniecznie!

Berberowie

Wyjeżdżamy z Al-Dżadidy i udajemy się w kierunku As-Suwajry. To historyczne miasto Mogador. Po drodze ciekawostka. Widzisz te dziwne napisy na tablicach? Takie kółeczka i zygzaczki. To język berberyjski.

Maroko. Język berberyjski.

W 2011 roku król Muhammad VI dopisał do konstytucji język berberyjski jako drugi język urzędowy w Maroku. To piękny gest w kierunku Berberów zamieszkujących te tereny, a z którymi walczył poprzedni król Hassan II. Berberowie oczywiście odwdzięczają się za to poparciem dla króla.

Przejeżdżamy przez małe miasteczka, gdzie na głównej ulicy rozstawione są stragany, tworzące jeden wielki bazar. Czy miniemy się z tym autobusem jadącym z przeciwka nie rozjeżdżając rozłożonego towaru?

Maroko. Bazar na drodze.

Jednak i tym razem się udało – nasz kierowca, o którym już pisałem ponownie wykazał się kunsztem i poczuciem humoru. 🙂

Widzisz ten kolorowy budynek z charakterystycznym wielobarwnym, betonowym ogrodzeniem? To marokańska szkoła. Większość wygląda podobnie.

Maroko. Szkoła.

Po drodze mijamy plantacje tui. Drewno tujowe jest wykorzystywane do wyrobu artykułów codziennego użytku oraz rzeźb.

Maroko plantacje tui.

Po dotarciu do Al-Suwajry i zakwaterowaniu w hotelu udajemy się na zakupy do pobliskiego Carrefoura. Kupujemy kawę, marokańską herbatę, colę i wodę. Zielona herbata okazała się pyszna, za to kawa niczym specjalnym nas nie zaskoczyła. Ceny porównywalne do Polski, a zielona herbata nawet tańsza.

Zakupy w marokańskim Carrefourze

Wieczorem poszliśmy na spacer nad ocean. O kąpieli jednak nie było mowy bo wiał silny, zimny wiatr, tak że na plaży robiły się wydmy z piasku. Al-Suwajra to znany kurort windsurfingowy, właśnie ze względu na wiejące tu silne wiatry. Mogliśmy jednak podziwiać zachód słońca.

Maroko. Plaża w As-Suwajrze.

Miasto As-Suwajra zwiedzaliśmy na drugi dzień. Ale o tym będzie w kolejnym wpisie. 🙂 Już dziś Cię zapraszam. Pozdrawiam Paweł.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *