MAROKO,  PODRÓŻE

Marrakesz – „czerwone miasto”– mega egzotyka!

Cześć. 🙂 Dziś opuszczamy Agadir i po prawie całodniowej jeździe autokarem, ukaże się przed nami Marrakesz – czerwone miasto. Po drodze mijamy duże połacie, które porośnięte są arganowcami. To jedyne miejsce na świecie gdzie rosną te drzewa.

Okolice Agadiru. Plantacje drzew arganowych.

Rosną niby w chaosie, ale każde jest oznakowane i ma swojego właściciela. Pomiędzy drzewami pasą się kozy, które wyjadają chwasty. Gdy orzeszki dojrzeją te same kozy włażą niestety na drzewa i objadają je. Znasz na pewno olejek arganowy. Pochodzi on właśnie stąd, a orzeszki od stuleci łuska się ręcznie i wygniata w małych kamiennych żarnach.

Maroko. Tradycyjne wytwarzanie oleju arganowego.

Zwiedzamy Marrakesz.

Najbardziej charakterystyczną budowlą w centrum Marrakeszu jest meczet Koutubija, czyli meczet księgarzy z XII wieku. Jego nazwa pochodzi stąd, że pod murami wystawiali się sprzedawcy rękopisów. Ma 69 metrów wysokości i zgodnie z obowiązującą w Maroku tradycją, czy nawet przepisami, żaden inny budynek w mieście nie może być wyższy niż minaret meczetu.

Marrakesz. Meczet Koutubija.

Większość budynków w mieście Marrakesz ma odcień ceglastoczerwony, stąd nazwa „czerwone miasto”. Surowcem do budowy miasta była pierwotnie tabia – materiał z czerwonej gliny, ale i dziś budynki budowane z innych materiałów często maluje się na czerwono.

Marrakesz. Czerwone miasto.

Z biurem podróży zwiedzaliśmy grobowce Saadytów. To rodzina królewska, która panowała w Maroku w XVI i XVII wieku. Warto zobaczyć.

Marrakesz. Grobowce Saadytów.

W programie zwiedzania jest jeszcze kolonialny pałac Bahia oraz muzeum, do którego idziemy przez tradycyjny bazar z różnorodnymi stoiskami. Sprzedawcy są tu dosyć namolni – no cóż, każdy chce sprzedać swój towar, ale grzeczne „no, merci” działa i tutaj.

Marrakesz. Stoisko z ceramiką na medynie.

Szkoda, że nie zwiedziliśmy ogrodów Jardin Majorelle, których projektantem i rezydentem był Yves Saint Laurent, bo w tym muzeum nie było nic ciekawego. No cóż, będzie trzeba jeszcze tam wrócić.

Jemna El Fna – serce Marrakeszu.

W końcu jednak dochodzimy do placu Jemaa El Fna. Czegoś takiego nigdy nie widzieliśmy. Muzyka, okrzyki, zapachy, ruch, kolory – wszystko zlewa się w jeden piękny film. Stoiska z egzotycznym jedzeniem, takim jak pieczone baranie i kozie łby, ostra zupa z ciecierzycy zwana harirą, ciastka, ślimaki, owoce morza, warzywa, owoce i nie wiadomo co jeszcze.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Stoisko gastronomiczne.

Na tym stoisku zamówiliśmy harirę z lokalnym chlebem. Była pyszna.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Tu zjedliśmy zupę harirę.

A na kolejnym ciastka, herbatę i daktyle. Wszystko kosztowało dosłownie kilka złotych.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Pyszności!.

Sanepid? – A po co?

Wszystko świeżutkie, przygotowywane na miejscu gołymi rękami w 40 stopniowym upale, bez bieżącej wody i mydła, Sanepidu, certyfikatów i innych ograniczeń. Po prostu siadasz i jesz! Pycha!!! Do tego soki, wyciskane prosto z pomarańczy i innych owoców.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Soki prosto z owoców.

Nie można się oprzeć, żeby nie wypić świeżego soku. Tu uwaga ciekawostka – Marokańczycy piją ten sok ze szklaneczek, takich jak kiedyś były w polskich saturatorach, ale dla turystów są duże plastikowe kubki ze słomką, żeby uszanować „nasze” unijne przepisy sanitarne – oczywiście cena jest 3 – 4 razy wyższa, czyli około 6 złotych.

Na placu ludzie grają na instrumentach i tańczą. Są połykacze węży i treserzy małpek.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Połykacze węży.

Najbardziej egzotyczni są jednak sprzedawcy wody, którzy są ubrani na kolorowo i dzwonią dzwoneczkami. Dziś jest to trochę folklorystyczna ciekawostka „pod turystów”, jednak jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Maroku kupowało się wodę od sprzedawców.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Sprzedawcy wody.

Uwaga na zdjęcia.

Aha – uważajcie na robienie zdjęć tych wszystkich treserów, połykaczy i sprzedawców wody – każdy pozwala, ale mogą zażyczyć sobie za fotografowanie nawet 100 dirhamów, czyli ponad 40 złotych.

Jesteśmy bardzo wyrozumiali jeśli chodzi o wręczanie drobnych monet za zdjęcia, ale tu mocno przeginają. Warto więc wejść na jeden z wielu tarasów widokowych wokół placu. Przy stoliku można siedzieć bardzo długo, ale wystarczy wziąć zupę, lub kawę za kilka złotych i mając dobry zoom, obfotografować tych wszystkich „naciągaczy”. Warto też wejść na taras, żeby zobaczyć, a przede wszystkim usłyszeć cały plac. Jest to niezapomniane odczucie.

Marrakesz. Plac Jemna El Fna. Widok ogólny z tarasu kawiarni.

Ale wszystkich lokalnych „kucharzy” można fotografować. Chętnie zaproszą Cię na stoisko i z dumą będą za darmo pozować do zdjęć na tle kociołka, w którym coś upichcili, czując się przy tym jak szefowie kuchni w drogich hotelach. 🙂 Też dosyć namolnie, ale z uśmiechem poproszą Cię, abyś zapamiętał ich numer „restauracji” i ponownie do nich wstąpił gdy zgłodniejesz.

Jest tam bezpiecznie.

W Marrakeszu runął też nasz kolejny stereotyp, że Maroku nie jest bezpiecznie. Choć na pewno zamach terrorystyczny z 28 kwietnia 2011 roku pozostawił w świadomości turystów jakąś obawę. W restauracji Agrana zamachowiec powiązany z Al-Kaidą podłożył gitarę wypełnioną materiałami wybuchowymi, którą zdalnie detonował. Został za to co prawda skazany na karę śmierci, ale zginęło wówczas 17 osób, a 21 zostało rannych. Dziś plac Jemaa El Fna dyskretnie obserwuje policja. Wieczorem wyszliśmy z hotelu i spacerowaliśmy główną ulicą miasta. Spotkaliśmy mnóstwo roześmianych, młodych ludzi, ruch na ulicach i wszędzie trąbiące samochody.

Marrakesz. Główna ulica nocą.

Polecamy, bo warto jechać i zobaczyć Marrakesz – „czerwone miasto” z tabii. Dziś istnieje możliwość bezpośredniego lotu z Polski do Marrakeszu tanimi liniami. Bardzo chcielibyśmy tam jeszcze kiedyś wrócić. Nie sposób oddać tych przeżyć w krótkim wpisie, ale mam nadzieję, że Cię zainteresowałem. Już dziś zapraszam na kolejny, w którym napiszę, między innymi o Ifrane, gdzie Król Maroka jeździ na nartach!. Będziemy udawać się w stronę Fezu! Zapraszam. 🙂

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *