MAROKO,  PODRÓŻE

Agadir – turystyczne wrota Maroka.

Cześć. 🙂 Dziś lądujemy w kurorcie Agadir w Maroku. Z okien samolotu widać skąpaną w słońcu, wygrzaną Afrykę. Ale cóż to? Samolot zniża się do lądowania i wpada w chmury. 🙁 Takie jak podczas lądowania w Anglii. Przylecieliśmy latem do Afryki moknąć?

Maroko. Lądowanie w Agadirze.

Rzeczywiście na lotnisku pada mżawka – jak się później okazało taka pogoda jest w Agadirze normą – koło południa wychodzi słońce, rozgania chmury i do zmroku jest upał. Związane jest to z ciepłymi prądami znad oceanu, które skraplają się po zderzeniu z górami Atlas i powodują poranne mżawki i zamglenia. Runął nasz pierwszy stereotyp, że w Afryce nie pada.

Na lotnisku.

Już na lotnisku dobrze mieć długopis bo wypełnia się sporo druczków. Przy wyjściu natomiast polują „bagażowi”, którzy za kasę podjadą Twoją walizką kilkanaście metrów do autobusu. Przyjmują złotówki, więc moje tłumaczenie, że nie mam lokalnej waluty nic nie dało. Teraz wiem, że wystarczy powiedzieć grzecznie „no, merci” – wszyscy w Maroku rozumieją i mówią po francusku, a grzeczne podziękowanie wystarcza nagabującym Cię sprzedawcom.

Walutę marokańską – dirhamy – wypłacaliśmy bezpośrednio z bankomatu z polskiej karty. W 2018 roku przelicznik wynosił 1 dirham = 41 groszy.

Marokańskie dirhamy z podobizną Króla Maroka Muhammada VI.

Rodzina Królewska.

Na pieniądzach jest wizerunek obecnego króla Muhammada VI. Król i Jego rodzina jest przez Marokańczyków uwielbiany. Szczególnie żona – Lalla Salma – piękna, wykształcona kobieta, aczkolwiek wzięta przez króla „z ludu”. Naśladują ją młode Marokanki szczególnie w kwestii nie zasłaniania twarzy, ani włosów. To naprawdę epokowa rewolucja w tym kraju. Są jednak kobiety, które nadal pozostają posłuszne swoim mężom i po ślubie osłaniają twarz i włosy.

Maroko. Rodzina królewska.

Pierwsza od lewej to królowa Lalla Salma, a trzeci w lila-różowej dżelabie to król Muhammad VI.

Podczas oficjalnej wizyty pary królewskiej w Arabii Saudyjskiej wysocy przedstawiciele tamtejszego protokołu dyplomatycznego zwrócili królowej uwagę, że należy zasłonić twarz i włosy. Król Muhammad VI wziął żonę w obronę i miał powiedzieć: „Moja żona nigdy nie zasłania twarzy, nie będzie więc dla Was robić wyjątku”. Dlatego właśnie Marokańczycy szaleją na ich punkcie.

Portret króla wisi we wszystkich urzędach, hotelach i miejscach publicznych. Zdjęcie z królem na własnym stoisku bazarowym szczególnie nobilituje właściciela.

W hotelu pytam po angielsku młodziutkiego pracownika recepcji wskazując na portret: „Kim jest ten przystojny człowiek? Czy to Wasz król?” Chłopak z dumą odpowiada: „Tak to NASZ KRÓL!” Widzę przyjaźń i życzliwość w Jego oczach. Mówię Mu: „Jesteś bardzo młody, a ja znałem jeszcze Hassana II – ojca obecnego króla”. I już więź się zacieśnia. Poza tym pogadaliśmy jeszcze, że Maroko odpadło z rozgrywek w piłkę nożną tak jak Polska – i już przyjaźń na całego! Chłopak pamiętał mnie gdy za tydzień ponownie przyjechaliśmy do tego hotelu i od wejścia machał mi na powitanie! 🙂

Stosunki międzynarodowe budują zwykli ludzie. Dobrze jest wiedzieć jadąc do nowego kraju kto jest ich królem, jak wygląda Jego żona i czy kochają piłkę? :).

Bóg, Ojczyzna, Król.

Ale wracajmy do Agadiru. To nowoczesny nadoceaniczny kurort z charakterystycznym wzgórzem, na którym jest ułożony z kamieni ogromny napis „Bóg, Ojczyzna, Król”. Napis widać też w nocy, gdyż jest oświetlony.

Agadir. Wzgórze kasby z widocznym nocą napisem „Bóg, Ojczyzna, Król”.

Na wzgórzu znajduje się kasba – ruiny XVI wiecznej twierdzy. Wzgórze było kiedyś zamieszkałe, ale po trzęsieniu ziemi w 1960 roku już go nie odbudowano. Pozostały tylko mury okalające twierdzę.

Agadir. Wzgórze kasby z widocznym napisem „Bóg, Ojczyzna, Król”.

W Agadirze znajduje się 10 kilometrowa, szeroka, piaszczysta plaża. Brzeg oceanu jest łagodny – idealne miejsce do kąpieli. Ostatniego dnia wycieczki kąpaliśmy się w oceanie – woda jest ciepła i czysta. Wielu Marokańczyków na plaży gra w piłkę.

Agadir. Plaża.

Pamiętałem też o treningu – po plaży idealnie biega się boso. Biegnąc na południe plaża coraz bardziej pustoszeje. Myślałem, że dalej od miasta jest mniej ludzi, ale okazało się, że wbiegłem na teren plaży należącej do prywatnej rezydencji króla. Teren jest strzeżony przez strażników, jednak ich budka ukryta w krzakach nie jest widoczna. Usłyszałem tylko gwizdki, dwóch ludzi machających do mnie i krzyczących „Monsieur no, monsieur no!”. Zorientowałem się i zawróciłem. Pomachaliśmy sobie z uśmiechem. Zresztą będąc w kąpielówkach nie byłbym chyba zagrożeniem dla królewskiej rezydencji. 🙂

Bardzo nam się podobało w Agadirze – kiedyś tam wrócimy. A już dziś zapraszam Cię do Marrakeszu, dokąd udamy się w następnym wpisie. Do zobaczenia. Paweł.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *