WSPOMNIENIA

Czy to już noc, czy jeszcze dzień?

Witaj ponownie. Cieszę się, że znów się spotykamy. Jak pisałem w pierwszym wpisie, w konkursie Fly4free wygrałem książkę za swoje wspomnienia z Norwegii z 1992 roku. Na pewno na tej podstawie będziesz mógł się zorientować, że nie mam już 20 lat. 🙂

W tym katalogu będzie trochę wspomnień. Popatrz proszę: czarno – białe zdjęcia, własnoręcznie wywoływane całymi nocami w akademiku na powiększalniku kolegi. Kolorowe zdjęcia były wówczas bardzo drogie i trudno było kupić do aparatu dobrą kolorową kliszę.

Na pewno tej wyjazd wywarł wtedy na mnie duże wrażenie. Ale do rzeczy. Przechodzę już do wspomnień, które wysłałem na konkurs. Oto ten tekst:

Herr, która godzina ?” – zapytałem.

Dwudziesta trzecia dziesięć„– odpowiedział Herr.

KTÓRAAAAA ??? !!!” – wykrzyknąłem.

Dwudziesta trzecia dziesięć” – odpowiedział spokojnie Herr.

Był 27 czerwiec 1992 roku – byliśmy razem z Herrem studentami na SGGW i jechaliśmy na praktyki do Norwegii – na zbiór truskawek. Chodziliśmy razem na niemiecki, ale Herr znał ten język najlepiej z całego roku, więc wszyscy nazywali Go Herrem.

To pytanie o godzinę padło kilkadziesiąt kilometrów na północ za Oslo – w drodze do Nes koło Brummunddal, gdzie mieliśmy mieszkać. Dlaczego wykrzyknąłem i co mnie tak zdziwiło ??? SŁOŃCE, które świeciło wysoko nad górami i odbijało się w tafli Jeziora Mjøsa. Tak, tam był DZIEŃ !!! O dwudziestej trzeciej dziesięć świeciło SŁOŃCE wysoko nad horyzontem !!!

Dojechaliśmy do Nes około 1:00 w nocy (a właściwie w dzień :)) i nie mogąc znaleźć naszej farmy pytaliśmy miejscowych chłopców, którzy w strumieniu łowili ryby. Nie było komórek, ani GPS-ów, nie mieliśmy nawet szczegółowej mapy Norwegii, ale zwykły papierowy atlas samochodowy, który zresztą czytaliśmy o 1:00 w nocy bez żadnych latarek. Jednak na farmę dotarliśmy dopiero rano, bo chłopcy też nie wiedzieli gdzie to jest.

Było pięknie, góry i nieskażona przyroda. W dzień zbieraliśmy truskawki, a wieczorami graliśmy na gitarze. 🙂 Do 1:30 robiła się coraz większa szarówka, ale było tak widno, że można było czytać książkę bez światła, a od 1:30 robiło się coraz jaśniej i znów wracał dzień. Po miesiącu dojechała do mnie moja narzeczona, a obecnie Żona i pojechaliśmy na wycieczkę do Alesund. Urzekła nas Trollvegen, czyli Droga Trolli, Geiranger Fjord i samo Alesund. Po drodze piękne i dzikie góry, wodospady i rwące rzeki.

Przyrzekliśmy sobie, że od tamtej pory co rok będziemy jeździć do Norwegii, choćby nie wiem co!

Jednak życie napisało inny, ale też piękny scenariusz – jeszcze w tym samym roku wzięliśmy ślub, poszliśmy do pracy, urodziły się Dzieci – i cóż – do Norwegii nie pojechaliśmy już nigdy.

Tak! Gdybym dziś miał 15 dni wolnego zabrałbym Żonę do Norwegii – najlepiej latem, kiedy JEST DZIEŃ. Trochę pozwiedzać, trochę pojeździć, ale przede wszystkim tam POBYĆ i nacieszyć się tym pięknym krajem.

Do następnego spotkania. Pozdrawiam Paweł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *